Wspomnienia AbsolwentówDodał: Grzegorz Zdanowski | 16/04/2011, 09:55:56 | Tagi: absolwenci
„W naszej rozmowie nie trzeba słowa. Czekało mnie dużo pracy. Pojawiły się chwile zwątpienia a nawet chęć zmiany szkoły – zaraz po pierwszej klasie. Miałam w sobie mnóstwo energii i pragnienie szybkich postępów. Choć nie wszystko w szkole pasowało do mojego młodzieńczego ideału maksymalnej efektywności (teraz uśmiecham się na myśl o nim...) – zostałam. Zostałam, bo widziałam, że są tu ludzie, których warto słuchać. Po drugiej klasie wątpliwości zniknęły. Wybrałam właściwie. Było mi tu dobrze a nawet – coraz lepiej. Co ja dziś pamiętam z tych lat? Twarze ludzi - bardzo konkretne twarze, z bardzo konkretnym wyrazem ich postaw i dążeń, migawki z pewnych wydarzeń, moje własne emocje. To wszystko składa się na wspomnienie o szkole. Nie w postaci filmu, a raczej – poczucia pewnej atmosfery. Poczucia, że wówczas liczyły się nie tylko moje osiągnięcia, ale też moje serce. Poczucia jasnych wartości, tego, co ważne. Wreszcie poczucia, że ludzie, których spotykam, naprawdę chcą robić to, co robią - mam na myśli nie tylko nauczycieli. Jeśli zaś o nich chodzi – pamiętam, że miałam swoich ulubionych, ukochanych, a jednocześnie wszyscy byli i są mi drodzy. Kiedy widzę ich po latach, uśmiecha mi się serce, bo widzę i czuję w nich ducha szkoły, jaki we mnie żyje. Teraz jeszcze bardziej dostrzegam to, jak duże znaczenie miał ów duch szkoły - jeden duch. Nie musieliśmy toczyć między sobą wojen, nie musiałam, jako uczeń, stawać w opozycji do kadry nauczycielskiej. Czułam atmosferę bezpieczeństwa. Wiele wspomnień mogę odtworzyć sięgając do albumów ze zdjęciami ze szkolnych wypraw (trzy opasłe tomy!) lub do zapisków pamiętnika (przednia lektura z perspektywy czasu…). Jednak zupełnie z pamięci wydobywam to, co najgłębiej we mnie zapadło – doświadczoną ze strony kolegów i nauczycieli życzliwość, no i ulubione lekcje: angielski, godzinę wychowawczą i religię. Dlaczego? Bo szczególnie na nich dostawałam coś więcej niż wiedzę – mądrą interpretację i zachętę do myślenia. To od Wychowawcy usłyszeliśmy – jako klasa – że ważniejsze od inteligencji jest dla niego byśmy byli dobrymi ludźmi, to z ust Księdza Prefekta słyszałam wiele pięknych słów o wierze i miłości. Przede wszystkim zaś poznawałam miłość bliźniego w działaniu i przekonałam się, że realizacja wartości to nie tylko obowiązek, ale pasja i przygoda. Czas liceum był dla mnie czasem bardzo intensywnej nauki, a jednocześnie odkrywania, że nie tylko nauka się liczy, że warto szerzej rozumieć świat, że życie to praca, ale i humor, i cudowne emocje. Nasi duchowi i naukowi przewodnicy działali w tej samej drużynie i na tej samej linii – w przyjaźni z Bogiem. Mogliśmy wiele, ale wiedzieliśmy, że są granice i że nie jest im wszystko jedno, co się z nami dzieje. Jasne zasady sprawiały, że wiedziałam, co naprawdę ma znaczenie. Nie czułam zamętu ani chaosu. To ważne. W KLO przeżyłam cztery bardzo dobre lata mojego życia, tam mój duch oddychał swobodnie. Bez problemu dostałam się na wymarzone studia na Uniwersytecie Warszawskim. Do KLO zawsze wracam z radością i z dumą o nim opowiadam moim znajomym ze studiów. Licealne przyjaźnie przetrwały i przetrwają lata, a wspomnienie tamtego czasu zawsze pokrzepia i dodaje otuchy. Stella Chwedoruk Wspomnienia z KLO KLO wybrałam „przez przypadek” po skończeniu podstawówki. Wcześniej były egzaminy i pomyślałam, że spróbuję, ponieważ miałam bardzo blisko do szkoły – 7 minut. A kiedy mnie przyjęli uznałam, że zobaczę jak jest w tej szkole. Pomyślałam, że przeniosę się po pół roku do Królówki jak mi się nie spodoba. Na początku liceum wydawało mi się nudne. Ogłoszenia dyrektora, Msze Św., zasady dotyczące stroju, i inne niepotrzebne przepisy w „elitarnej” szkole, która była dla mnie „dziwna”. Jednakże po pewnym czasie zaczęło to powoli nabierać sensu. Wybrałam się z księdzem Jarkiem na pieszy rajd brzegiem morza „Stella Maris”. To były wspaniałe chwile z przyjaciółmi, nocne rozmowy i w ciągu dnia niesamowite przygody. I czas na chwilę refleksji, medytacji. Wtedy ten „przypadek” wyboru szkoły okazał się „nie przypadkowy”, bo pierwszy raz w życiu poczułam głęboko istnienie Boga. Później były kolejne szalone wyprawy w góry i na inne dzikie szlaki… i myślę, że do końca życia nie zapomnę cudownych widoków, zdarzeń, rozmów podczas wędrówek. Do tej pory utrzymuję kontakt z przyjaciółmi, których dzięki tym wypadom poznałam. Na zawsze pozostaną mi w pamięci msze w kościele św. Józefa i ten niesamowity klimat gitarowej muzyki podczas modlitwy oraz rekolekcje prowadzone przez różnych ciekawych ludzi. Piękne były również wigilie, wspólne dzielenie się opłatkiem w „basenie” z koleżankami i kolegami. Ciekawe wakacje organizowane przez nauczycieli KLO - wyjazd do Niemiec i Anglii dały mi możliwość poznania ciekawych zakątków Europy i pozwoliły polepszyć znajomość języków obcych. Na tych wycieczkach nawiązałam piękne przyjaźnie. Półmetek i studniówka zapisały się w moich wspomnieniach jako rewelacyjne przeżycia. Te bale miały niepowtarzalny klimat, a zarazem były pełne zwariowanej zabawy do rana i wielkiej radości. W sercu do tej pory pozostały mi wyryte dzięki tej szkole piękne ideały. Cieszę się, że nie tylko pogłębiłam przez 4 lata liceum moja wiedzę, ale także poznałam Boga i odkryłam Jego nieskończoną Miłość. W KLO znalazłam nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim życiową mądrość. Nigdy nie zapomnę tych niepowtarzalnych chwil spędzonych w podziemiach KLO. Z Klonikami mam dobry kontakt do tej pory i myślę że te szkolne przyjaźnie się nigdy nie urwą. I przez te lata zawarłam najważniejszą przyjaźń – z Jezusem, która daje mi co dnia nadzieję na lepsze jutro. Magdalena Kindziuk Wspomnienia z lat szkolnych w KLO Cztery lata spędzone w KLO to dla mnie czas niesamowitych wspomnień… Składają się na nie atmosfera, jaka panowała w szkole, nauczyciele oraz koleżanki i koledzy. Do chwil spędzonych w murach tej szkoły zawsze powracam chętnie i z uśmiechem na twarzy. To tutaj powstawały przyjaźnie i kontakty z osobami, które trwają do dnia dzisiejszego. W szkole tej czułam zawsze rodzinną atmosferę, gdzie wszyscy się znają, a także bezpieczeństwo, które potrzebne jest każdemu człowiekowi, a szczególnie gdy jest się daleko od rodziców, rodzeństwa… Nie przypominam sobie ani jednej chwili, kiedy żałowałam swojej decyzji dotyczącej wyboru szkoły. Od początku szkoła bardzo mi się podobała i tak było przez wszystkie lata nauki w niej. To liceum nie pozwoliło mi zapomnieć o wartościach moralnych, jakie zostały mi wpojone w dzieciństwie przez rodziców. Mogłam dalej rozwijać te wartości i żyć nimi każdego dnia. Serce nauczycieli wkładane w nauczanie, ale także i w wychowanie nas – uczniów, przyniosło wiele dobrych owoców. Jestem dumna, że skończyłam tę szkołę, ponieważ to tutaj nauczyłam się samodzielności, będąc daleko od domu rodzinnego. Nauczyłam się zupełnie sama podejmować decyzje, które dotyczą mnie samej. Jednocześnie wiedziałam, że zawsze mogę zwrócić się o pomoc do nauczyciela i że nie zostanę zupełnie sama z moimi problemami i trudnościami. Pięknym doświadczeniem jest spotkać nauczycieli z liceum i wymienić ciepłe spojrzenie i uśmiech. Te cztery lata to czas, kiedy zaczęłam doceniać wartość nauki. Dzięki temu odkryłam swoje zainteresowania, wybrałam kierunek studiów, z którego jestem dumna i chcę go dalej rozwijać. To także czas wielu radości, koleżeńskich spotkań, wspólnych zabaw, wędrówek z Księdzem Jarkiem, a przede wszystkim doświadczania ogromnej miłości Jezusa w sobie samym oraz w drugim człowieku. To właśnie Bogu zawdzięczam ten czas i Jego opiece. Agnieszka Strzeżysz
|





